Czytelnia

Rozmowa z zespołem Tides From Nebula

20 listopada 2017

Tides From Nebula to zorganizowany zespół. Już od pierwszej próby założyli sobie, że bedą ciężko pracować. Prawie dziesięć lat później są jednym z najbardziej rozpoznawanych zespołów sceny progresywnej, regularnie wydając płyty, jeżdżąc w europejskie trasy, a ostatnio realizując nagrania w swoim Nebula Studio. Pomimo współpracy z takimi legendami jak Zbigniew Preisner, pomimo swojego statusu na polskim i światowym rynku muzycznym, pozostają w pełni niezależni, skromni i po prostu normalni, stając się inspiracją dla wielu muzyków poszukujących własnej drogi i zastanawiających się jak osiągnąć tak dobre brzmienie w studiu, czy na koncertach. Poniżej przedstawiamy rozmowę z Tomaszem “Stołkiem” Stołowskim, perkusistą zespołu, przeprowadzoną dla Musictoolz przez Michała Szuberta. Zdjęcia: Kara Rokita
Rozmowa z zespołem Tides From Nebula

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, byliście chwilę przed Waszym wyjazdem w trasę po Europie. Jak wrażenia?

Trasę z całą pewnością możemy uznać za bardzo udaną. Szczególnie kraje bałkańskie, zarówno pod względem frekwencji i przyjęcia, jak zawsze nie zawiodły. Było oczywiście kilka męczących, długich, nocnych przejazdów, codzienny „spacer farmera” z całą masą sprzętu, przeziębienia członków ekipy, czy urwana półośka w samochodzie, którą na szczęście szybko naprawili sprawni serbscy mechanicy. O trudach trasy szybko się jednak zapomina, kiedy widzi się tyle przyjaznych i entuzjastycznie nastawionych ludzi, którzy przyszli zobaczyć twój zespół.

Czy podczas trasy tęsknicie czasami za Nebula Studio?

Czasami, ale bardzo rzadko ;) Uwielbiamy podróżować i grać koncerty. Trasy to dla nas dobra zabawa i paradoksalnie wypoczynek od codziennych obowiązków. Na tęsknoty jest mało czasu :)

Jak podczas nagrań sprawdza się para mikrofonów Royer R-121?

Są to doskonałe mikrofony, używamy ich praktycznie podczas każdej sesji nagraniowej. Oczywiście klasyczne już zestawienie Royerów z SM-57 lub MD-421 podczas rejestracji wzmacniaczy gitarowych, zawsze działa. W czasie nagrań bębnów, mikrofony te służą jako tzw. „roomy”, a więc oddalone parę metrów od zestawu, zbierają ambient pomieszczenia. Wstęgowce dzięki swojej naturalnej barwie z lekko wycofaną górką, sprawiają że talerze perkusyjne nie są tak jazgotliwe, jak to czasem bywa przy mikrofonach pojemnościowych. Dodatkową zaletą jest to, że sygnał nagrany z ich pomocą, bardzo wdzięcznie poddaje się nawet ekstremalnej obróbce z pomocą equalizera.  Mieliśmy również przyjemność nagrywać kontrabas i tu również Royer okazał się przydatny.

Czy zabieracie je czasami ze sobą na koncerty, czy cały czas są potrzebne w studiu? 

Myśleliśmy kiedyś o tym, jednak koncerty to czas podwyższonego ryzyka uszkodzeń wszelkiego sprzętu. W trasę bierzemy bardziej wytrzymałe i przede wszystkim tańsze mikrofony dynamiczne. Tak jest bezpieczniej :)

Czy podczas nagrań Waszego ostatniego albumu, pt. “Safehaven” korzystaliście może z interfejsu Antelope Audio Orion 32+?

Nie, w czasie nagrań “Safehaven” nie mieliśmy jeszcze Oriona. Wykorzystaliśmy wtedy interfejs Mytek 8x192 ADDA, natomiast przy następnym albumie z całą pewnością będziemy używać Oriona. Jak dotąd, a mamy go już od półtora roku, nigdy nie mieliśmy problemów z jego działaniem, zarówno na początku, kiedy korzystaliśmy z komputera PC, jak i obecnie na Macu. Stabilność sterowników to bardzo ważna cecha w sprzęcie studyjnym. Jakość samych przetworników stoi również na bardzo wysokim poziomie. Do tego dochodzi łatwość obsługi, routowania i miksowania sygnałów, plus zestaw studyjnej jakości wbudowanych efektów DSP. Jesteśmy zadowoleni z wyboru.

A jak sprawdza się zestaw mikrofonów Telefunken Elektroakustik? Podobno perkusiści od razu grają równiej mając te mikrofony przed sobą :)

To prawda, nazwa Telefunken zobowiązuje do grania równo i dokładnie :) A tak na poważnie, zestaw DC7 to bardzo udane mikrofony. Szczególnie mogę tutaj wyróżnić parę małomembranowych pojemności M60 FET. Stają się one powoli naszymi ulubionymi mikrofonami, jako overheady, lub przy nagraniach wszelkich instrumentów akustycznych. Mają bardzo szczegółowe, otwarte i jasne brzmienie, ale przy tym nie są ani trochę męczące dla uszu. Jeśli miałbym opisać je jednym słowem, to powiedziałbym, że ich brzmienie jest słodkie :) 

Za chwilę ruszacie w trasę po Polsce. Czy macie własnego realizatora FOH, czy korzystacie z pomocy osób na miejscu?

Od samego początku istnienia zespołu staramy się, żeby nasze brzmienie na koncertach było jak najlepsze. Żeby to osiągnąć trzeba jeździć z własnym realizatorem, który zna twoje utwory i wie jak zespół powinien brzmieć. Od paru lat podróżuje z nami Marcin, który wozi ze sobą własny stół mikserski i zestaw mikrofonów. Wchodząc do klubu, jedyne czego potrzebujemy to scena i nagłośnienie. Dzięki temu nasze wyjściowe brzmienie jest zawsze tak samo dobre. Ograniczeniem może być tylko jakość nagłośnienia i akustyki w klubie, ale na to już nie mamy wpływu.

Koncerty TFN to nie tylko świetnie zagrana muzyka, ale również niesamowity klimat. Czego możemy spodziewać się tym razem?

Jak zawsze damy z siebie wszystko. Zagramy na pewno dwa starsze numery, których od dawna już nie graliśmy, no i postaramy się o jeszcze lepszą oprawę świetlną. Tym razem, w odróżnieniu od poprzedniej trasy, będziemy na scenie w komplecie, we czterech, więc możecie spodziewać się 100% mocy TFN :)

Dziękujemy za poświęcony czas. Do zobaczenia na koncertach i w Nebula Studio!

« poprzedni

Ta strona korzysta z plików cookie, które pomagają nam optymalizować korzystanie z serwisu. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie.

OK | Więcej informacji